City Life Blog

Moja wspinaczka na Nosal

DSC00394Moja wspinaczka na Nosal.
Góra Nosal wraz ze swoimi szczytami wyglądającymi jak nosy, stąd nazwa jest dobrze widoczna z trasy do Kuźnic, a spadające kaskady wody z tamy pod Nosalem dopełniają całego widoku. Kiedy spacerowałam w okolicy Kuźnic i robiłam jak to ja nazywam rozeznanie terenu, przez sekundę nie przyszło mi do głowy, że urządzę sobie wspinaczek na szczyt. Nosal (1206m) popularny wśród turystów szczyt wznoszący się nad Kuźnicami, między Doliną Bystrej, a Doliną Olczyską. Pomysł narodził się w mojej głowie jakoś tak spontanicznie. Z oddali na szczycie góry ujrzałam człowieka, który dumnie spoglądał na wszystko co go otacza z wysoka. I chyba zaraził mnie tą swoją odwagą, ponieważ, bez dłuższego namysłu podjęłam decyzję o „spacerze” w górę. Udałam się do małej budki ze spadzistym dachem, po zakup biletu w cenie 5 zł. I wystartowałam. Droga na szczyt nie była odgrodzona szlabanem jak na innych podobnych tego typu szlakach. Z tego miejsca rozpoczęłam swoją przygodę z Nosalem. Początek drogi na wierzchołek zapowiadał się bardzo zachęcająco, prowadziła na niego wydeptana leśna droga zabezpieczona drewnianą poręczą. Całości pięknego obrazka dopełniał zarówno widok jak i szum „wodospadu”, a tak naprawdę była to tama pod Nosalem na potoku Bystra.

I koniec przynęty na początek, tak można określić odcinek drogi, który był już za mną. I dla osób słabych, nie przygotowanych fizycznie do dużych wysiłków, do których niewątpliwie i ja się zaliczam, powinien być to koniec trasy. Ale ja widząc ludzi z małymi dziećmi, na rekach, na plecach, czy prowadzonymi za rękę nie odpuściłam i szłam wyżej i wyżej za nimi. Byłam tam na początku sierpnia, w środku wakacyjnego wypoczynku ich i moim. Zastanawiała mnie tak ogromna ilość ludzi na szlaku, ogonek za mną i przede mną, tyleż samo mijało mnie już schodząc.

Ścieżka prowadziła mnie granią ku górze, która od strony zachodniej była skalistym urwiskiem, natomiast w kierunku wschodnim opadała zalesionymi zboczami do Doliny Olczyskiej. Mijałam kolejne uformowania skalne, dla mnie to było kilka urwisk, a każde z nich mogło być Nosalem. Ale ten właściwy dopiero miał się ukazać po tych, które tak jakby stanowiły przedsmak tego co za chwilę zobaczymy.

Oblewające poty i udzielające się zmęczenie mnie, oraz innym towarzyszom wspinaczki zmuszały nas do kilkuminutowej przerwy, na złapanie oddechu. Można powiedzieć, że ten czas nie poszedł na marne, no chyba, że ktoś liczył czas wejścia na górę. Widoki z odcinka trasy, który był już za nami zapierały dech w piersiach. Nawet ci , którzy się spieszą na szczyt poświęcali minutę na postój i obrócenie się za siebie, żeby zobaczyć ile już za nimi. Końca trasy niestety nie można było określić, był po prostu niewidoczny. Trasa nie była łatwa, kamienista droga na jednym odcinku, na kolejnym zamieniała się w poprzeplataną korzeniami drzew drogę. Pozytywna część tej drogi to taka, że podłoże było suche, zdążyło już wyschnąć po lipcowych ulewach, a pogoda tego dnia była słoneczna.

Kolejne odcinki drogi były coraz bardziej meczące, a zmęczenie przeplatało się na zmianę z widokami na przecudną panoramą na Zakopane Gubałówkę, Giewont,a później na położone w dole Kuźnice.

Nie mogłam się oprzeć pięknym widokom i co chwilę robiłam przerwy na pamiątkowe zdjęcie, podobnie jak większość ludzi.

Na szczycie Nosala stanęłam za 1.30h. Moim oczom ukazał się piękny widok na tatrzańskie szczyty: Żółtą Turnię, Granaty, od Koszystej, przez Buczynowe Turnie, Kopę Kondracką i Giewont, Kasprowy Wierch, Goryczkowe Czuby, Kościelec, Świnicę, Kozi Wierch i Zakopane.

Szczyt Nosal jest bardzo widokowy, łatwo dostępny i popularny wśród turystów, wznoszący się nad Kuźnicami, między Doliną Bystrej a Doliną Olczyską na pewno powinien być ważnym punktem na mapie każdego sprawnego fizycznie turysty. Z góry rozciąga się piękna panorama na tatrzańskie szczyty, doskonale widać też Zakopane.

Zmęczenie na szczycie sięgało zenitu, czułam, że łydki trzęsą się jak galareta, a mój układ kostny został zachwiany. W tym stanie nie przeczuwając jeszcze najgorszego postanowiłam wejście na kamienie na szczycie Nosala. Pokusa, a zarazem chęć zrobienia ostatniego zdjęcia ze szczytu mogła doprowadzić do tragedii. Kiedy już zrobiłam to ostanie zdjęcie i zaczynałam schodzić po kamieniach, nagle ogarnął mnie jakiś strach, wymyśliłam, że bezpieczniej będzie zejść na „kuckach” i kiedy to zrobiłam, (a czasu na zastawienie wiele nie było, gdyż blokowałam innym osobom zejście), nagle upadlam. Na szczęście nie na twarz. Upadek zamortyzowałam, lewą rekom uderzając o kamień, lewym kolanem o kolejny kamień, a prawą rekom w której trzymałam aparat, uderzyłam obiektywem o kolejny kamień. Dwóch panów pospieszyło mi niezwłocznie na pomoc, jeden z przodu drugi z tylu, wołając „O Boże”. Można by rzec szkoda, że nie wcześniej, albo lepiej późno niż wcale. Byłam w lekkim szoku, ale się pozbierałam. Najbardziej martwił mnie mój nowy aparat, który po uderzeniu w obiektyw nie chciał się schować do środka, ale za jakieś 5 minut zaskoczył na właściwy tor i działa do tej pory.

Zejście ze szczytu zajęło mi 20 minut. Może ktoś zapytać czemu tak szybko? Pewnie dlatego, że byłam w szoku po upadku. Nie zatrzymywałam się również na odpoczynek i robienie zdjęć. Dla bezpieczeństwa przed upadkiem trzymałam się drzew i ich gałęzi, które są bardzo pomocne jako asekuracja. Potrafią zamortyzować i hamują poślizg.

DSC00795DSC00798DSC00274DSC00286DSC00288DSC00299DSC00307DSC00310DSC00313DSC00331DSC00339DSC00342DSC00349DSC00352DSC00354DSC00355DSC00360DSC00371DSC00373DSC00374DSC00379DSC00391DSC00396DSC00403DSC00409DSC00421DSC00425DSC00654DSC00427Temat Nosala jest dla mnie cały czas otwarty i nie mówię nigdy więcej. Powalczę o jego zdobycie jeszcze raz, kiedyś jak wybiorę się do Zakopanego. Mam wielką ochotę nagrać całą drogę, to coś innego niż zdjęcia. Obowiązkowo ze sobą zabiorę kijki do nordic walking, żeby przenosić na nie częściowo ciężar i tym samym odciążyć kolana. Przydał by się jeszcze kask i ochraniacze na łokcie i kolana, zamiast butów sportowych, buty trekingowe, a jak nie, to na pewno jakieś za kostkę. W takim zabezpieczeniu wejście na górę może uchronić przed kontuzjom. Na pewno następnym razem spróbuję podejścia od strony Kuźnic, jest ono mniej strome, czyli łatwiejsze i mniej wyczerpujące. Sprawdzę, czy jest to prawdą. W końcu będę miała porównanie. Trudniejsze podejście od strony ulicy Przewodników Tatrzańskich zostało już zaliczone.
Barbara

 

2019  © City LIfe Blog