City Life Blog

Podróż pociągiem z wakacji

powrot zwakPodróż z wakacji.

Wszystko, co dobre kiedyś się kończy, czas niestety wrócić do rzeczywistości. Napisałam dobre ale to w tym przypadku spore nadużycie. Może od początku, przez 14 dni ani jednego dnia nie spędziłam na plaży w kostiumie do opalania. Ktoś powie mogłaś poddawać się medytacją spacerując nad pięknym brzegiem plaży w Kołobrzegu (co prawda w kurtce i bluzie z kapturem na początku lata, ale nie ma się co czepiać). Mogę z całą odpowiedzialnością napisać, że takich wakacji nad polskim Bałtykiem jeszcze nie miałam. Ci którzy znają Kołobrzeg wiedzą, że jak przyjdzie zimny prąd to woda mająca temperaturę 15 stopni nie jest jakimś ewenementem. Niestety jedynymi miejscami, gdzie można było się w skuteczny sposób ogrzać był prysznic z gorącą wodą oraz łóżko z ciepłym pledem.

1 539

Czy jestem malkontentką ? Chyba nie.

Ci którzy corocznie wypoczywają nad naszym morzem doskonale wiedzą, że największym jego atutem jest możliwość inhalacji jodem a nie możliwość zażywania kąpieli słonecznych wiem, co teraz pomyślicie tegoroczne lato było wyjątkowo upalne, więc może przesadzam? Jednak muszę uczciwe napisać, że normalność się rozpoczęła dopiero od początku lipca. Jeżeli napiszę, że 27 czerwca , dzień w którym żegnałam, się z Kołobrzegiem był najcieplejszym dniem w którym słupki rtęci pokazywały 24 stopnie to szybko zrozumiecie moje rozgoryczenie i sarkastyczny ton. W tym monecie nawet nie zadawałam sobie sprawy, że te wszystkie „drobne” uciążliwości, które mi towarzyszyły podczas całego pobytu odejdą na plan dalszy a to co najgorsze dopiero jest przede mną. Do rzeczy, walizka spakowana, w drogę na dworzec. Odjazd pociągu do Warszawy punktualnie (poważnie) 19.20, w środku nie było tłoczno, ludzi raczej mało po mimo, że to sobotni wieczór. Dla podniesienia ego i złudnego poczucia bezpieczeństwa zakupiłam bilet na miejsce w I klasie. Nie pozostało mi nic innego jak grzecznie zająć miejsce i czekać na przyjście współtowarzyszy podróży. Minuty uciekają i przedział się zaczyna zapełniać. Zajęłyśmy z mamą jeszcze pusty przedział, następnie wszedł do przedziału młody gentelman około czterdziestki, a za nim jeszcze jedna dojrzała Pani - na moje doświadczenie wiek około pięćdziesiątki. Pani po zajęciu miejsca była bardzo chętna do rozmowy poruszyłyśmy kilka bardzo ważnych tematów podsumowujących nasz pobyt w Kołobrzegu, pozostali współtowarzysze w tym czasie ucięli sobie drzemkę. Przez chwilę się zastanawiałam czy to z powodu wzrostu poziomu cukru, czy może jednak emocje z całego dnia gdzieś się zaczęły ulatniać. Czas szybko uciekał , pociąg docierał do kolejnych stacji zabierając pasażerów. Nasza podróż przebiegała w miłej i spokojnej atmosferze nic nie zapowiadało nadchodzących wydarzeń.

1 219


Strach się bać.

Około godziny drugiej, (bez względu na wiek i postrzeganie świata taka godzina to środek nocy) nagle wszystkich postawiło na nogi mocne szarpniecie drzwi do przedziału w których stanął potężnie zbudowany mężczyzna około 150 kg żywej wagi grubo po czterdziestce. Po krótkim skanowaniu każdego z nas, pewnym krokiem podążył w moją stronę, siadając na siedzeniu obok. Torbę podróżną postawił na siedzenie po przeciwnej stronie. Rzuciło się wszystkim, że torba była szczelnie wypełniona butelkami a ich głośne stukanie o siebie natychmiast obudziło tych którzy nie zauważyli naszego nowego towarzysza podróży. Jak się szybko okazało Pan był zwolennikiem tezy, że częste mycie skraca życie co w połączeniu z wonią wydychanego alkoholu oraz zaawansowaną próchnicą dawało większy efekt nawet niż najlepsza inhalacja. Po zajęciu miejsca Pan postanowił zasnąć i się zaczęło – chrapanie (oj przegroda nosowa do korekty przez chirurga) szukanie optymalnej pozycji zbliżonej do naturalnej – czyli leżącej. Zaczął testować moją cierpliwość przechylać się delikatnie w moją stronę, bez kontroli wyrzucają na siedzenie po przeciwnej stronie raz jedną nogę, raz drugą. Moje wielokrotne próby posadzenia Pana w pionie nie powiodły się. Na pomoc przyszły mi dwie współtowarzyszki siedzące po przeciwnej stronie. Niestety trochę to trwało bo nasz milusiński udawał, że tak twardo śpi a ta zabawa najwyraźniej mu zaczęła sprawiać przyjemność.

1 746


Na ratunek konduktor.

Nasze zmagania z tą górą mięsa przerwał konduktor, który zdecydowanym i pewnym ruchem otworzył drzwi do przedziału. Po czym głośne i donośne wydusił "bilety do kontroli proszę" ku naszemu zdziwieniu obudził twardo śpiącego mężczyznę, który wyrwany z błogiego stanu ślamazarnie zaczął szukać biletu raz jednej raz w drugiej kieszeni kurtki. Z pomiętego kawałka papieru wynikało, że Pan miał bilet dobowy na II klasę. Poproszony przez konduktora o zmianę przedziału na właściwy zdecydowanie odmówił, oznajmiając, że wraca z ciężkiej akcji, że może kiedyś bronić matkę konduktora. Totalny bełkot na koniec z potężnego mężczyzny zrobiło się małe dziecko które delikatnym i cichym głosem powiedział - „a komu ja tu przeszkadzam ?”.

11 073 wm

Słysząc to wszyscy jak jeden mąż chcieliśmy wykrzyczeć że NAM ! Niestety wszyscy włącznie ze mną milczeli - nikt się nie odważył odezwać. Paraliżował nas strach przed konfrontację z tym „niedźwiedziem”. Dzielny Konduktor, który jeszcze przed chwilą tak dynamicznie wszedł do przedziału szybko zgasił światło i rakiem się wycofując delikatnie mówiąc poszedł nękać innych. W naszej naiwności myśleliśmy, że Konduktor którego wizerunek zupełnie legł w gruzach a ego zostało wdeptane w ziemię zaraz pełen chęci szukania sprawiedliwości powróci w towarzystwie Straży Ochrony Kolei i da nauczkę temu ignorantowi przepisów. Mijały minuty, godziny nikt nie przyszedł, bo ilu mężczyzn trzeba by przyprowadzić, żeby dać radę mężczyźnie o tak dużych gabarytach. Szkoda słów.
 1 221

Pasażerowie pozostawieni sami sobie.

Po wyjściu Konduktora nasz milusiński złapał wiatr w żagle i się zaczęło od nowa. Zaczął składać jednej z Pań propozycję wspólnego życia, artykułując, że jest samotny, co prawda ma córkę jednak brakuje mu kobiety. Zapewnił, że jego towarzyszka nic nie musi robić bo on wszystko potrafi, ważne tylko żeby była. Nie było żadnym zaskoczeniem kobieta zdecydowanie tłumacząc, że jest mężatką i wraca do domu, do rodziny. „Myśliwy” niewzruszony zaczął zaczepiać siedzącą przy oknie Panią i ku mojemu zdziwieniu oraz zaskoczeniu również mnie. Pan mając klej w dłoniach , na przemian kładł je raz na moim kolanie raz na kolanie sąsiadki. Kilka razy przywoływany w bardzo stanowczy sposób do porządku z grymasem na twarzy wyrażającym jego zdziwienie w tonie o co chodzi „Hello” łaskawie odpuścił.
 1 079

Koniec męczącej podróży.

Po dziesięciu godzinach podróży nareszcie ku naszej radości w oknie przedziału ukazał się napis WARSZAWA CENTRALNA. To nie była moja pierwsza podróż pociągiem, ale po raz pierwszy uświadomiła mi, że podróżowanie koleją wbrew różnym zapewnieniom PKP i reklamą telewizyjnym nie jest wcale takie bezpieczne. W chwili realnego zagrożenia jesteśmy pozostawienie sami sobie no może jeszcze pozostają nam jedyni sojusznicy czyli nasi współtowarzysze podróży. Tylko czy tak to powinno wyglądać ?

                                                                                                                  

Barbara

                                                                                                                                                  

2017  © City LIfe Blog