City Life Blog

Spacer po Parku Szczęśliwickim

DSC03161Jak powstał Park Szczęśliwicki?
Zawsze jak odwiedzam podobne miejsca zastanawiam się jak to się stało, że one w ogóle istnieją. Dlaczego nie budynki mieszkalne, czy biurowce zajmują to miejsce? Wszystko zaczyna się wyjaśniać po przeczytaniu genezy.

Tak też było i w tym przypadku. Park ma bogatą historię. Miejsce to ze względu na rodzaj gleby nie nadawało się na zabudowę pod budownictwo mieszkaniowe. Teren ten był jednak z powodzeniem wykorzystany na osiedlanie się taborów cygańskich. Tym sposobem teren pomiędzy Fortem Szczęśliwice a Punktem Oporu Rakowiec nie świecił pustkami, tylko znalazł pożyteczne zagospodarowanie. Miejsce to składało się z kilku wyrobisk wypełnionych wodą, które z czasem częściowo zostały zasypane. Pozostały tylko dwa z nich, które zostały połączone kanałem i nadano im nazwę zbiornika Glinianki Szczęśliwickiej. Po II Wojnie Światowej park został zagospodarowany na terenie wysypiska śmieci i gruzu miasta. Nazwa parku kojarzy się ze szczęściem przynajmniej dla mnie, a park zawdzięcza ją powstałej w XVI wieku wsi, Szczęśliwice. Zapewne i szczęśliwi muszą być okoliczni mieszkańcy, którzy mają tak blisko takie centrum rekreacji, a i ceny mieszkań w tej okolicy nie należą do najtańszych.
Dlaczego na spacer do Parku Szczęśliwickiego?

Mieszkam od kilku lat w Warszawie, ale dopiero teraz naszła mnie taka ochota na odwiedzenie tego miejsca. Albo inaczej ochota na Ochotę. Dla niewtajemniczonych park znajduje się w dzielnicy Warszawy, Ochota. Pomimo, że pogoda nie sprzyjała spacerom, ponieważ wiał silny wiatr, niebo było zachmurzone, deszcz wisiał w powietrzu, nie zmieniłam planów i postanowiłam kontynuować drogę. Komunikacją miejską dojazd zajął mi jakieś 40 minut. Jadąc tak długo autobusem mogłam podziwiać architekturę miasta, położenie różnych instytucji. Moją uwagę przykuły budynki filtrów na ul. Lewellera, których teren znajduję się, żeby nie skłamać na długości jednego przystanka autobusowego. Kiedy dotarłam na miejsce, nie padało, a dla mnie osoby wybierającej się na sesję zdjęciową to dużo znaczyło. Szybkim rzutem oka obeznałam teren i już zdecydowałam w którą stronę chce podążać. Najpierw ujrzałam alejki, którymi spacerowały matki z dziećmi, z innej strony ktoś przebiegł, następnie udałam się bardziej do środka, gdzie ujrzałam spory zbiornik wodny z dużą ilością pływającego ptactwa. Całemu temu pięknemu obrazkowi uroku dodawały szumiące liście drzew, mieniące się kolorami jesieni. Pod koniec października jest ich coraz mniej na drzewach, a coraz więcej leży na ziemi. Wcale mi to nie przeszkadzało, może tylko ostrożniej należało stawiać kroki, żeby nie wpaść w poślizg. Być może to były ostatnie podrygi jesieni jakie udało mi się zatrzymać na zdjęciach. Przemieszczając się krętymi alejkami natknęłam się na pana łowiącego ryby, młodzież grającą w siatkówkę przy rytmach muzyki, parkę wtuloną w siebie siedzącą na ławce i patrzącą gdzieś tam daleko przed siebie. Im dalej szłam, tym bardziej robiło się ciekawie, staw wydawał się większy, a i urzędujące tam ptactwo nie pozwalało o sobie zapomnieć.

DSC03057DSC03059DSC03060DSC03062DSC03063DSC03067DSC03070DSC03077DSC03071DSC03080Dlaczego nikt tego nie naprawi?

Na niezapomnienie zasłużył sobie również drewniany podest, który oprócz nędznego wyglądu, miał jeszcze aspekt bezpieczeństwa. Tylko czekać aż komuś może wydażyć się krzywda, licho nie śpi, a o wypadek nie trudno. Przyznaję, że z duszą na ramieniu stąpałam po tych spróchniałych deskach, nadszarpniętych przez ząb czasu. Swój pobyt na nich ograniczyłam do koniecznego minimum. A tak nawiasem mówiąc, ciekawe jakie czasy one pamiętają, czyżby lata 60 -te XX wieku? To data, która wiąże się z zaprojektowaniem Parku Szczęśliwieckiego.

DSC03075DSC03076DSC03078DSC03085DSC03086

Idąc dalej natknęłam się na wzniesienie utworzone w latach 80 XX wieku. Całoroczny stok narciarski i saneczkowy czeka na użytkowników. Wiosną, latem, jesienią można zjeżdżać z górki po zielonej igielistej macie. Należałoby powiedzieć, że w zimie zielona mata pokryje się puchem śnieżnym. W ten sobotni dzień nie brakowało chętnych do zjeżdżania na nartach, czy na saneczkach bocznym torem. Kiedy przechodziłam obok ogrodzenia zaobserwowałam taki widok. Wyciąg ciągnął w górę kilka osób. Były to osoby dorosłe, jak i dzieci, które nie posiadały nart, więc można było się domyśleć, że mają zamiar zjechać w wagonikach. W pewnym momencie noga dziecka ześlizgnęła się w z podestu ciągnącego wyciąg i chłopiec częściowo przewrócił się na zieloną matę, ale że trzymał się jedną ręką wyciągu to był ciągnięty do góry. Z punktu widzenia osoby obserwującej całe zdarzenie zza ogrodzenia mogę powiedzieć, że tragedii nie było, oczywiście, że dziecko wpadło w panikę i zaczęło płakać, bo nie mogło postawić się do pionu. Pomimo iż ojciec dziecka był z tyłu i próbował je uspokoić, wyciąg na chwilę musiał być zatrzymany. Jak widać w takich chwilach dzieci i dorośli zdają egzamin z tego, czy nadają się do uprawiania takich sportów, czy też nie. Jak widać nie wszystko da się przewidzieć. Jeśli dzieci są za małe, żeby korzystać z torów saneczkowych to w parku są dostępne dla nich place zabaw. Tereny te są ogrodzone, nie mają tam wstępu również psy.
DSC03103DSC03107DSC03110Górka nie ma wielkiego nachylenia, więc bez trudu dokonałam na nią wejścia, żeby podziwiać panoramę Warszawy. 

DSC03100DSC03096Jednak widok ten nie usatysfakcjonował mnie w pełni, postanowiłam więc zaatakować górę od tyłu. Najpierw zeszłam, po to żeby chodnikiem z drugiej strony rozpocząć „wspinaczkę.”

DSC03111

Tyle drogi przede mną.

DSC03112DSC03113DSC03116A tyle już za mną.

DSC03114Kiedy dotarłam na miejsce spotkała mnie niemiła niespodzianka, a mianowicie, teren był ogrodzony i jedno na co pozostało mi patrzeć to tył wielkiej betonowej zabudowy. Graficiarze doskonale wiedzieli jak jego płaszczyznę wykorzystać. Pokręciłam się jeszcze między drzewami, w nadziei, że coś znajdę, a jedno co mogłam usłyszeć to turkot zjeżdżających wagoników. I w tym momencie właśnie do mnie dotarło, że takie widoki jakie chciałam ujrzeć mogłam mieć wybierając się na zjazd kolejką. Może innym razem. DSC03136Zejście z góry zaprowadziło mnie do kolejnego zbiornika wodnego. Wody nie nadają się do urządzania sobie w nich kąpieli wodnych, ale można ich zażywać na Basenie Szczęśliwickim należącym do Ośrodka Sportu i Rekreacji Ochota, oczywiście latem. Zbiornik jest zarybiany, zapewne stąd tak liczna grupa wędkujących tam osób.

DSC03139DSC03142DSC03145DSC03146DSC03157DSC03160DSC03162DSC03163DSC03166DSC03170DSC03173

I tym sposobem zataczając duże kółko znalazłam się na ul. Włodarzewskiej, daleko od początkowego miejsca od którego zaczęłam zwiedzanie Parku Szczęśliwickiego. Po 3 godzinnym chodzeniu, głodna, lekko wychłodzona dotarłam do ul. Aleje Jerozolimskie, żeby złapać autobus jadący do centrum, a następnie przesiąść się do metra. Myślę, że powrócę tutaj zimą, jeśli spadnie śnieg, albo latem w pełni, kiedy to baseny po brzegi będą wypełnione ludźmi.
Barbara

 

 

2019  © City LIfe Blog