City Life Blog

Złodzieje są w korporacjach

zlodziej ulellaZłodzieje są w korporacjach do czasu. Wcześniej czy później zostaną rozpracowani i pożegnają się z zajmowanym przez nie stanowiskiem. W najlepszym razie zostaną zwolnieni dyscyplinarnie, może zostaną postawione im zarzuty i zostanie wszczęte przeciwko nim postępowanie karne.

Opisana poniżej sytuacja wydarzyła się naprawdę.

Nadszedł ten szczęśliwy dzień, złodziejka wyleciała dyscyplinarnie z korporacji. Wydarzenie miało miejsce w jednym z oddziałów amerykańskiej firmy w Polsce. Szósty rok pracy dla 35 letniej kobiety okazał się ostatnim. Jej podejrzana działalność w końcu została rozpracowana. Trochę to trwało, bo od kilku miesięcy dyrektor finansowy przepytywał swoje podwładne o różnice w raportach wskazujące na manko. Przyjechał pan z Warszawy, który pełnił funkcję kontrolera finansowego w korporacji na Polskę, wręczył Uleli wypowiedzenie w trybie natychmiastowym. Kobieta przyznała się do zarzucanego jej czynu z pokorą przyjęła "wilczy bilet" spakowała swoje "zabawki" do kartonowego opakowania jak w amerykańskim filmie i czem prędzej opuściła budynek firmy.

W dziale finansowym w kieleckim oddziale amerykańskiej firmy pracowały trzy kobiety w dziale rozliczeń i kobieta po pięćdziesiątce na stanowisku księgowej, piecze nad paniami sprawował dyrektor finansowy. Zadaniem pań w dziale rozliczeń było rozliczanie kierowców i przedstawicieli handlowych ze sprzedanych wód, napoi gazowanych i niegazowanych. Przedstawiciele handlowi jeździli po wyznaczonym przez opiekuna grupy, czyli managera terenie, żeby zebrać od właścicieli sklepów zamówienia na napoje. Towar wieczorem był pakowany na trucki (auta ciężarowe) rano kierowcy z fakturami dostarczali towar do sklepów w/g wydrukowanej wczesniej listy trasy. Kiedy towar został już rozwieziony, następował zjazd do bazy, każdy kierowca musiał rozliczyć się ze sprzedanego towaru. Przywiezioną fakturę i gotówkę przekazywał pani, która w danym dniu pełniła funkcję kasjerki. W firmie funkcjonował jeszcze jeden dokument "or". Towar zostawiony klientowi na kredyt właśnie nim musiał być rozliczony. Po siedmiu, czternastu czy dwudziestu ośmiu dniach zgodnie z podpisaną umową kredytową gotówkę pobierali przedstawiciele handlowi lub kierowcy i przywozili paniom pracującym w dziale rozliczeń, które po przeliczeniu i zapakowaniu do bezpiecznych kopert wrzucały je do sejfu.

Ulela jedna z trzech pań w dziale rozliczeń była osobą dominująca do tego stopnia, że wymusiła na dyrektorze finansowym tytuł liderki grupy. W jej wykonaniu polegało to na rozdzielaniu prac, czepianiu się wszystkiego, czyli stworzyła sobie taką funkcję zastępczą dyrektora finansowego. Lubiła rządzić, przepytywać koleżanki z życia prywatnego, swatać ze swoimi drinkowymi kolegami. Nie raz było czuć od niej zapach alkoholu i braku higieny. Ulela prowadziła coś takiego jak "różnice kierowców i przedstawicieli handlowych" niestety ręcznie w kajecie a nie w programie komputerowym stworzonym do tego celu jak to miało miejsce w innych oddziałach. Żaden ze zmieniających się dyrektorów finansowych nie zdołał zmusić, zachęcić Uleli do przeniesienia robienia końcowego rozliczenia sprzedaży i finansów w systemie. W zeszycie A4 mogła wpisywać wszystko, co tylko chciała, czyli prowadzić tzw. "kreatywną księgowość". Cwana Ulela wiedziała, do czego doprowadzi jej nieuczciwe działanie i chciwość, do braku w rozliczeniach 50000zł. Temat ten wracał na koniec każdego miesiąca jak bumerang. Pozostałe panie nie miały pojęcia o przebiegłej działalności koleżanki, nie miały przecież uprawnień do jej kontroli, kto by się odważył wejść jej w paradę i zacząć krzyżować plany. Na koniec każdego miesiąca było podsumowanie. Były drukowane raporty, z których jasno wynikało, że brakuję kasy. Dlaczego dyrektor finansowy nigdy nie pofatygował się żeby sprawdzić czarny kajet rozliczeń? Nie chciało mu się, czy się nie znał na pracy podwładnych? Dlaczego nigdy nie zmusił podwładnej do prowadzenia rozliczenia kierowców i przedstawicieli handlowych w systemie jak to miało miejsce w innych oddziałach?

Ulela miała pomocników, żeby jej proceder się udał wchodziła w układy z tymi, którzy przywozili kasę, czyli kierowcami-dostawcami i przedstawicielami handlowymi. Oprócz Uleli "poleciało" więcej głów. Ulela nie trzymała w tajemnicy informacji o swojej złej sytuacji finansowej. Nawet gdyby chciała do pani księgowej przychodziły wezwania do ściągania z pensji należności wynikające z umowy kredytowej. Ulela podżyrowała komuś z rodziny kredyt. To była plotkarska firma i każdy news rozchodził się bardzo szybko, zwłaszcza ten zły.
A pani księgowa roznosiła wszystkie informacje po firmie z prędkością światła. Praca nie zajmowała jej dużo czasu, więc musiała go sobie czymś wypełnić.  Była "nietykalna", bo do wcześniejszej emerytury zostały jej dwa lata i nie można było jej zwolnić, była po prostu chroniona prawnie.

Po zwolnieniu Uleli atmosfera w miejscu pracy się oczyściła, zaszczute przez nią koleżanki w końcu mogły odetchnąć świeżym powietrzem, chodzić z podniesioną głową i wypiętą do przodu piersią. Pan, który piastował stanowisko kontrolera finansowego na całą Polskę ma się dobrze i dalej pełni w firmie tę funkcję.

Ile trzeba zapłacić pracownikowi, żeby nie kusiło go podkradanie pieniędzy firmowych?

Czy pan pełniący stanowisko kontrolera finansów w firmie po takiej akcji, też nie powinna stracić posady, przecież udowodnił, że się do tego nie nadaję?

 

Barbara

2017  © City LIfe Blog