City Life Blog

Łowca posagów

 

lowca posagwByli młodzi, mieli zaledwie po 23 lata, kiedy się poznali. Balbina była dziewczyną pełną życia i energii, rwącą się do pracy. Po ukończeniu dwuletniego policealnego studium ekonomicznego rozpoczęła pracę zawodową. Marcin był typem lekkoducha chłopaka, któremu nie było pilno ani do nauki ani do pracy zawodowej. Ukończył zaledwie liceum ogólnokształcące. Miał rodziców dobrze sytuowanych finansowo. Jego matka pracowała w banku na stanowisku specjalistki d/s kredytów a ojciec był zatrudniony w urzędzie wojewódzkim na stanowisku kierowniczym. Burzliwe lata znajomości mijały rok za rokiem poprzeplatane były kłótniami, rozstaniami i powrotami dwu miesięcznymi czy półrocznymi.

Marcin nie miał łatwego charakteru i to były słowa jego matki. Bo jaka inna kobieta zna lepiej mężczyznę, niż jego własna matka? Żadna. Tylko ona. Zmęczona już tym nudnym facetem Balbina postawiła mu ultimatum szukasz sobie jakiejś roboty, albo się rozstajemy. Przecież musiała wiedzieć, czy on nadaję się na męża i ojca. Nie była panią na stanowisku kierowniczym i nie zarabiała kroci, żeby go utrzymywać. Kasa, którą zarabiała wystarczyła jej zaledwie na opłacenie rachunków i jedzenie. On kiedyś się wygadał, że mógłby siedzieć w domu i zajmować się dziećmi. Balbina jakoś nie widziała go w roli ojca siedzącego w domu i zmieniającego pieluchy, karmiącego dzieci i układającego je do snu. Był po prostu leniwy i nie chciało mu się pracować. Balbina miała po zmarłej babci dwupokojowe mieszkanie. To ono tak na prawdę go przy niej trzymało. I te jego słowa, że po ślubie przepiszesz je na mnie. Ciekawe, po co?

Terapia wstrząsowa podziałała na Marcina, zapisał się do dwuletniego studiom mechanicznego i nawet je ukończył. Następnie podjął pracę, jako instruktor nauki jazdy. Spotykali się coraz rzadziej, nielubiący pracować Marcin nagle nie mógł oderwać się od pracy. Kursanci i kursantki brali jazdy dodatkowe, a dla niego to była dodatkowa kasa, więc nie odmawiał. Na kasę trzeba przyznać, że był łasy. Kiedy przychodził do Balbiny na kolację około 19-tej lubił nabijać rachunek na telefonie stacjonarnym i godzinami gadać z kolegami. Kasę, którą dostał od mamy Balbiny na inwestycję zamiast przekazać swojej mamie, zatrzymał ją dla siebie. Kiedy wspólnie wybrali się do restauracji ze znajomymi wymówkom, że zapłacił 50 zł za dwa spaghetti nie było końca. Trzeba przyznać, że łatwego życia dziewczyna z nim nie miała. O wspólnych wyjazdach na wczasy nie mogło być mowy. Nawet złożona przez dziewczynę propozycja, że każde z nas płaci za siebie nie zdołała skąpca przekonać.

Balbina nabrała podejrzeń i któregoś dnia postanowiła zawitać pod ośrodek szkoleniowy i zobaczyć jak to jej zapracowany partner pracuje. Stała spokojnie pod daszkiem budynku i kątem oka obserwowała jak z nauki jazdy jej chłopaka wysiada jedna dziewczyna ubrana w kusą spódnice, a po pięciu minutach druga młoda z małym pakunkiem w dłoni wsiadła do niego. Na dzień dobry odwinęła zawiniątko, w którym, było ciasto dla łasucha instruktora. Który facet odmówiłby takiego dopieszczania? Myślę, że żaden.

Kolejna kłótnia i kolejna przerwa w znajomości.

Niespodziewanie przez rok spokój Balbiny zaczęły zakłócać głuche telefony na numer stacjonarny. Odbieranie głuchych telefonów średnio dwa razy dziennie doprowadzało ją do szaleństwa. Postanowiła, zatem zgłosić sprawę do telekomunikacji. Urzędniczka była bardzo zdziwiona, jakby nigdy nie miała do czynienia z takim przypadkiem. Kazała szukać wśród rodziny, że to niby ktoś z rodziny miał dzwonić. Zmiana numeru telefonu miała jeszcze miejsce trzy razy. Stalking nie był jeszcze wtedy objęty kodeksem karnym, a więc sprawy nie można było zgłosić na policję. Proceder ten utrzymywał się blisko ponad rok.

Po siedmiu latach nudnego, nerwowego związku Balbina postanowiła go zakończyć. W końcu nie zmierzał on w dobrym kierunku. Oddała noszony przez cztery lata pierścionek zaręczynowy, i odetchnęła z ulgą.

Samotność w pojedynkę jest zdecydowanie lepsza niż samotność we dwoję. Balbina rzuciła się w wir pracy i szybko zapomniała o toksycznym związku.

Marcin stanął na ślubnym kobiercu w sierpniu w tym samym roku, w którym, rozstał się z Balbiną. Udowodnił tym samym, że spotykał się równocześnie z obecną i byłą dziewczyną. Agata była młodsza od Marcina o 9 lat. Bardzo jej to imponowało, myślała, że będzie miała oparcie w starszym od siebie o kilka lat mężczyźnie. Nic mylnego, małżeństwo przetrwało tylko dwa lata. Podobno jej nie kochał. Czy on wiedział, co to słowo w ogóle znaczy? Przecież on kochał tylko pieniądze. Powodem rozwodu Agaty i Marcina był brak chęci do posiadania przez niego potomstwa. Podobno chciał je mieć tylko później, ale kiedy dokładnie nie był w stanie określić. Tak zeznawał przynajmniej na rozwodzie kościelnym. Ile kosztuje wychowanie dzieci, ten tylko wie, kto je ma. Dla skąpca finansowego musiałby to być nie lada koszt. Zrozpaczona Agata zagorzała katoliczka, starała się o rozwód kościelny. Ksiądz doradził jej o kontakt z Balbiną, która byłaby kluczem do całej tej sprawy. Otworzyłaby drzwi do wszystkich niewiadomych. W końcu znała się z Marcinem o wiele dłużej niż ona.

Poprzez mamę Balbiny chciała dotrzeć do byłej dziewczyny swojego męża. Kontakt był utrudniony, bo dziewczyna wyjechała do innego miasta. Pamiętała jednak blok, w którym mieszkała Balbina, przecież, kiedy odwoził ją do domu zawsze przejeżdżali obok niego. Marcin chciał sprawdzić, czy świeci się w mieszkaniu światło czy jest ciemno. Kiedy było ciemno robił się spokojniejszy wiedział, że u Balbiny nikogo nie ma. Agata zdobyła się na odwagę i do skrzynki na listy wrzuciła kartkę z prośbą o kontakt.

Tak dręczyły ją wyrzuty sumienia, że postanowiła oczyścić je zwierzając się mamie Balbiny. Mama Balbiny była osobą bardzo kontaktową, miłą, po prostu dobrym człowiekiem. Przyjęła zaproszenie do rozmowy. Agata opowiedziała całą historię ze swojego burzliwego małżeńskiego życia. Przyznała się również do głuchych telefonów, które były jej sprawką. Ułatwił jej to jej wujek pracownik telekomunikacji od spraw technicznych. Po tym ostatnim wyznaniu mamie Balbiny przeszło współczucie dla tej "biednej" dziewczyny. Jeżeli była zdolna do tego, żeby wykraść swojemu mężowi z kalendarza numer telefonu do Balbiny to zasłużyła sobie na to, co ją spotkało. Z jednej strony było jej żal a drugiej strony wiedziała jak dobry los uchronił jej córkę przed złym człowiekiem.

Agata zostawiła mu pół majątku; wspólnie kupione mieszkanie w nowym budownictwie, działkę i wyjechała z Polski. Balbina nie przyjeżdżała z innego miasta specjalnie na kościelne sprawy rozwodowe. Ominął ją rozwód, walka o jej mieszkanie, bo przecież po rozwodzie należałoby się byłemu mężowi 50% wartości mieszkania.

Trzeba przyznać, że łowca posagów dopiął swego, wzbogacił się o mieszkanie i działkę. Nie udało mu się z jedną dziewczyną to znalazł inną ofiarę. Rozpoczął nowe życie z inną kobietą.

 

Barbara

2017  © City LIfe Blog