City Life Blog

Chippindales ku uciesze damskiego oka

1 IMG 20160409 191843492Po Poznaniu, Szczecinie przyszła kolej na lejdis in Warsaw. Sobotniego wieczoru 9 kwietnia nowojorski zespół Chippendales rozgrzewał damską publiczność (ani jeden mężczyzna nie "rzucił" mi się w oczy) do czerwoności.

"Zespół powstał w 1978 roku w Los Angeles, w 1983 roku przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie ma siedzibę do dziś. Przez te 30 lat jego członkami byli zawsze najlepsi, najprzystojniejsi tancerze, wyselekcjonowani z tysięcy chętnych, którzy chcieli dołączyć do legendarnej grupy, uwielbianej przez miliony kobiet".

Widowisko było pod tytułem: "Break the rules" (łamać reguły). Jeśli chodzi o ten typ imprezy wszystko było zrobione ze smakiem wedle zasad, która każda ze stron przestrzega i akceptuje.
Nawet, kiedy jeden z tancerzy wskoczył do nas na balkon, żeby swoim erotyzmem podzielić się z damską publicznością, panią dotkniętym tym zaszczytem to odpowiadało, ale kiedy podszedł do mnie i poprosił o moją lewą dłoń usłyszał-nie. No, bo ja poszłam tam oglądać a nie dotykać, no i zebrać materiał na bloga. Ja po prostu tego nie potrzebuję. Wróci "biedak" do Stanów i pochwali się kolegom, albo i nie, że jedna na milion powiedziała mu-nie.

Wrażenia były na prawdę świetne. Panowie doskonale się prezentowali, świetnie tańczyli. To był profesjonalny występ i nie miał żadnego związku z kiczem. Dorównać amerykańskim tancerzom byłoby bardzo ciężko komukolwiek.

Polskie, młode dziewczyny stojące blisko sceny piskami i krzykami reagowały na każdy ruch bioder tancerzy."Szczęściary", które złapały podarty podkoszulek tańczących panów mogły zabrać go z sobą do domu.

Kilka dziewczyn miało szansę doświadczyć pełnej bliskości idealnego ciała jednego z członków grupy, podczas wspólnego występu na scenie.

W trwającym 100 minut występie nie chodziło o zdejmowanie ubrań, a o ucieleśnienie seksualnych marzeń kobiet w każdym wieku. Tancerze przebierali się za marynarzy, kelnerów, pracowników budowlanych, człowieka z epoki kamienia łupanego. Wszystko po to, aby usatysfakcjonować płeć piękną.

To nie był zwykły striptiz czy negliżowanie się. Pokaz nie był w jakikolwiek sposób wulgarny. Był w dobrym smaku, ekscytujący z nutą erotyzmu i sexapilu.

Była wspaniała choreografia, świetna muzyka (od rock&roll, chip-hop,rap, romantycznych kawałków). Panowie tańczyli, śpiewali i zabawiali widownię. Wszystko było zrobione ze smakiem i w dobrym guście.

Przedstawienia grupy Chippendales to niezwykłe przeżycie. Profesjonalni tancerze przenieśli nas w świat fantazji, skrytych pragnień. Swoim prowokującym tańcem potrafili uwieść dziewczyny zarówno młode, jak i dojrzałe, żony, matki, a nawet babcie (obok mnie siedziała kobieta około 70 lat).
 

Profesjonalnie przygotowane widowisko, rewelacyjna choreografia, gra świateł, doskonałe umiejętności artystów dawały poczucie nowoczesności i luksusu. Jednym słowem powiało wielkim światem do tej zaściankowej Warszawy.

Chippindales to świetna propozycja na babski wieczór, wieczór panieński czy po prostu wyjście ze znajomymi tak po prostu, żeby rozładować stres, miło spędzić czas, a że przy okazji można ucieszyć oko widokiem wysportowanych, dobrze zbudowanych mężczyzn. Dlaczego nie.

Pokazy tancerzy wzbudzają zainteresowanie wśród kobiet na całym świecie, po tym jak warszawski klub Stodoła został wypełniony po brzegi stwierdzam, że i nasze Polskie kobiety potrzebują takich rozrywek.

 

Barbara

2017  © City LIfe Blog