City Life Blog

Nadszedł czas polowań

1 002

Czas polowań.

Powoli dzień po dniu zbliża się jesień Słońca coraz niżej więc i nastrój coraz gorszy. Nie chcę się temu poddawać i walczę żeby mnie ten stan całkowicie nie pochłonął. Co każda kobieta może zrobić w  takiej sytuacji ? Szybka decyzję - idę na zakupy !

Jadę odwiedzić najbliższą Galerię.

Plan pozornie łatwy i prosty do zrealizowania. Jadę do najbliższej Galerii i zaczynam polowanie. Tylko kto tu na kogo poluje ? Na każdym kroku jestem zasypywana SALE 50 %, 60 % , nawet spotkałam 80 % , to już przesada pomyślałam jeszcze chwila i będę miała wyrzuty sumienia, że właściciele sklepów dokładają do interesu.

Nic z tego to ja decyduję, gdzie zostawię ciężko zarobione pieniądze. Wybór pada na jedną z wielu sieciówek niemieckiej firmy Esprit. Po przekroczeniu progu już przy mnie stały Panie z obsługi zresztą bardzo miłe, sympatyczne czyli to czego oczekiwałam. Zawsze jak jestem w tego typu miejscach zastanawia mnie dlaczego to nie ja wchodząc do sklepu powinnam pierwsza powiedzieć:" Dzień Dobry" na powitanie lub "Do Widzenia" na pożegnanie, przecież tak nakazuje „savoir vivre”. Chyba się czepiam, ale to Specjaliści od Sprzedaży i Marketingu planują za mnie od chwili przekroczenia progu każdy mój ruch, aż do uzyskania potwierdzenia transakcji z mojej karty. Cały czas walczę i nie dam się to ja sama, będę decydować, co i gdzie z której półki wybiorę i będzie to tylko mój i tylko mój wybór !

 

Dwie pełne rundy po sklepie i mam, znalazłam to czego szukałam.

Fajna bluzka z dzianiny z dodatkiem jedwabiu (jest boska szkoda, że nie ma go w stu procentach) kolor mój ulubiony szafir więc czego mogę chcieć więcej – biorę .
W stanie lekkiej euforii cena i tak nie gra roli dla formalności napiszę 199 zł po przecenie 95 jak bym nie patrzyła „BEST BUY” .

Trochę zdrowego rozsądku jednak zachowałam, więc bluzkę trzymam mocno i obieram kierunek na przymierzalnie. Moje wątpliwości, co do rozmiarów nie mają znaczenia wiem, że ich w tej sieci nie trzymają ale co zrobić skoro jestem zdecydowana a zdrowy rozsądek zostawiłam przed budynkiem na ulicy. Szybko się okazało, że mierzona bluzka miała rozmiar "s". Niestety falującego się tyłu nie widziałam w świetle, które panowało w przymierzalni. Kupując towar zapytałam. Czy przysługuje mi zwrot ? Tak natychmiastowa odpowiedź padła z ust przesympatycznej pani z obsługi. Wymiana i zwrot w ciągu trzech dni. OK, wymierzę dokładnie w domu, pomyślałam. Zresztą to tylko formalność przecież powtarzam sobie robiłaś to setki a nawet tysiące razy. Przy takim świetle i płynącej z głośników muzyce dodatkowo przeszywającym nozdrza bukiecie zapachu specjalnie przygotowanym dla nieracjonalnie myślących klientek szybko podejmuję decyzję.

Płace i zabieram towar do domu. Kiedy emocje opadły i na spokojnie w domu przy świetle dziennym jeszcze raz to obejrzałam i przymierzyłam niestety szybko się okazało, że to ten rozmiar "S" to w moim przypadku bezwzględnie musi być "XS" a falowania na plecach były zbyt duże ( gdzie ja miałam oczy) nie wiem dlaczego ale mogę mierzyć w przymierzalni przez pół godziny i nie wiem czy dobrze leży, niezależnie od tego co mierze spodnie, spódnice, sweter, czy bluzkę. Mierząc w domu decyzje podejmuje natychmiast.

 1 2015 11 29 00001

Lustro w domu nie kłamie.

To co mi umknęło stojąc przed lustrami w przymierzalni sklepowej, w lustrze domowym trzy razy mniejszym zobaczyłam natychmiast. Niestety w domu na moim terenie nie ma całej armii specjalistów których zadaniem jest wyłączenie w mojej świadomości mechanizmów zdrowego rozsądku.

Decyzja zapadła dokonuję wymiany. Przysługuje mi 7 dni na wymianę więc nie spieszę się, tym razem mam wyższy próg czujności.

Po weekendzie dojrzałam do spotkania ze sklepem i ruszam.
Wchodzę do sklepu i znowu jest miło, obsługa mnie wita w progu, ponieważ czujność moja jest zdecydowanie większa odniosłam wrażenie, że w oczach pań z obsługi bardzo dyskretnie zeskanowano moje ubranie pod kątem metek producentów, co doprowadziło do większego entuzjazmu w spotkaniu. (zakwalifikowali mnie do grupy realnie zainteresowanych dokonaniem zakupów a nie oglądających).

Idzie jak po maśle, szybko nabieram przekonania, że interesują się mną-troszczą, chcą dopieścić, żeby klient zawsze wyszedł zadowolony. Co w tym dziwnego przecież każdy lubi kiedy jego ego jest łechtane, zwłaszcza jak się pracuje w usługach.
To na tyle czułości bo sytuacja diametralnie się odwróciła kiedy panie poznały powód mojej wizyty. Interesuje mnie szafirowa bluzka z wyprzedaży, bo chciałam dokonać wymiany na mniejszy rozmiar. Pani pospiesznie pokazała duże pudło kartonowe czekające na zwrot do Niemiec. To zaczynamy poszukiwania, pani się nie udało odszukać wiec kolej na mnie. Kilka przerzutów i jest moja wymarzona bluzka szafirowa w rozmiarze "xs". Radości nie było końca oczywiście wewnętrznie bo nie wypadało mi skakać z radości. Szybko do przymierzalni leży jak dla mnie szyta. Udało się zdążyłam tuż przed odesłaniem towaru. I się zaczęło. Zapytałam grzecznie, spokojnie bo już wiedziałam, że triumfuję, że to jednak ja jestem górą.

Wymiana nie taka łatwa jak się ma paragon.

Czy mogę dokonać wymiany mam paragon z 14 ?
Odpowiedź jak grom z jasnego nieba NIE, NIE , NIE !
Dlaczego zapytałam, pani która teraz już pokazała swoją normalną twarz osoby, która nie lubi tej pracy powiedziała z cynicznym uśmieszkiem, że termin wymiany upłynął wczoraj. Pomyślałam spokojnie nie doprowadzaj do eskalacji konfliktu to nie ma sensu musimy się dogadać. Zaczęłam prosić, tłumaczyć się, że zakodowałam w głowie, że mam 7 dni na wymianę. Nic to nie dało panie już bez promiennego uśmiechu (bardziej to zaczęło przypominać rozmowę ze Strażnikiem Miejskim) nie ugięte, system nie przyjmie i koniec.
Wszystkie panie, które na początku tak ciepło mnie witały nagle pouciekały, rozproszyły się po kątach sklepu naprawdę manewr perfekcyjnie opanowany i wyćwiczony.
Nadal spokojnie poprosiłam kierownika z nadzieją ,że na wyższym szczeblu może łatwiej lepiej się porozumiemy.
Nic mylnego, przyszła „miła” pani, proszę o wymianę, pani odpowiada system nie przyjmie bo po terminie, mogę napisać oświadczenie i dokonamy podmiany w kartonie ja zabieram "xs" dla Państwa zostawiam "s", odpowiedź nie towar musi się zgadzać z rozmiarówką. Poddaje się zrezygnowana, widząc że nic z tego nie będzie powiedziałam, że to nie była jedyna rzecz, którą u Państwa kupiłam, paragon z zakupioną bluzką opiewał na 310 zł. Zniesmaczona rozmową, która donikąd nie prowadziła, powiedziałam, że więcej tu nie wrócę i wyszłam.
Nie jest tajemnicą że moja postawa nie zrobiła najmniejszego wrażenia na pracownikach sklepu. Wróciłam do domu, zjadłam obiad i nagle eureka. W święto galerie były zamknięte, wiec nie mogłam dokonać wymiany a liczą się dni robocze, czyli ostatnim dla mnie dniem był ten w którym się pojawiłam w sklepie. Szybko, biegiem do sklepu tętno 147 wbiegam i prosto do pani Manager, która na mój widok już chciała wzywać ochronę. Nie dając się ponieść emocją oznajmiam, że jednak przysługuje mi wymiana i tu pełna interpretacja sytuacji.
Pani Manager, spojrzała na młodą pracownicę , która z ironicznym uśmiechem na twarzy odpowiedziała że bluzka jest w paczce ze specyfikacją przygotowana do wysyłki.

Firma nie zarobiła. Towar oddany.

Cyrk można ubawić się po pachy tylko dla mnie do śmiechu nie było. Nawet nie zaproponowałam, że paczkę można otworzyć a specyfikacje wydrukować jeszcze raz, komu by się chciało dodawać sobie pracy. Wyszłam ze sklepu, pochodziłam trochę po galerii, żeby ochłonąć i za około 15 min wróciłam, pełna pozytywnej energii wyartykułowałam, że oddaję towar.

Skoro nie zależy im na klientach, na sprzedaży, to nie, ja się bez tej bluzki jednak mogę obejść. Na drugi dzień na moje konto powróciło 95 zł, firma o tyle mniej zarobili. Nie wiem czy większa radość była by z zakupu fajnej bluzki czy z widoku kasy powracającej na moje konto. Nasuwa mi się taka konkluzja: ja nie potrzebuję słyszeć co chwilę czy nie pomóc w czymś pani lub może pomogę nie potrzebuję tej całej otoczki która powoduję, że większość z nas traci możliwość realnej oceny sytuacji, jak będę czegoś potrzebowała to sama podejdę i poproszę o pomoc. Bardziej bym potrzebowała żeby Manager sklepu był nastawiony na pozytywne załatwienie sprawy, żeby klient był zadowolony a nie był traktowany kupuj i spadaj, bo to, bo tamto, bo system nie przyjmie, bo zarządzenie odgórne i się nie da. No cóż, kto by się przejmował taką szarą myszką jak ja ?

Może jednak nie do końca mam rację czyż nie kropla drąży skałę 10 , 100, 1000 takich klientów mogą doprowadzić do upadku takiej sieci.

Ja obiecałam paniom, że nie wrócę i tkwię w tym postanowieniu kolejny miesiąc.
Chyba, że mnie najdzie ochota, ale już w innej Galerii.

Barbara

2017  © City LIfe Blog