City Life Blog

Dziecko w galerii

 kosmetykSephoraZabierać na zakupy, czy……?

Zabierać na zakupy czy zostawiać w domu? Takie pytanie może nasuwać się każdemu, kto będzie naocznym świadkiem zniszczeń, jakie zostały wyrządzone w sklepach przez dzieci jego lub cudze.
Pragnę się odnieść do wpisu vlogerki, która zamieściła na swoim profilu prośbę o niezabieranie dzieci do sklepów. W poście była mowa o sklepie z kosmetykami różnych drogich marek. Vlogerka podała nazwę dużej sieciówki,

więc można domniemywać, iż mogła to być reklama firmy, albo to, co ja obstawiam zwrócenie uwagi na fakt, iż rodzice powinni baczniej pilnować swoich pociech. Ponieważ była to vlogerka, zajmująca się makijażem zniszczenie przez dziecko palety z cieniami do powiek za 1300 dolarów wywołało u niej atak furii. We wpisie nie ma mowy, w jakim wieku było dziecko, bo na pewno musiało być wysokie. Widać to na zdjęciu, iż palety do testowania były umiejscowione wysoko i niskie dziecko nijak by tam nie dostało. Chyba, że byłoby podsadzone przez rodzica. Może ktoś chciał się zemścić na firmie. Nie będę snuć teorii spiskowych, chociaż taki wariant też trzeba założyć. Nie można oczywiście wykluczyć fake new-sa, żeby zareklamować firmę, już to kiedyś przerabialiśmy, kiedy to dziewczyna szukała chłopaka, którego poznała na koncercie, a później jej zaginął. Jeżeli uznamy, że było to dziecko, to musiało być naprawdę sprytne, bo udało mu się przechytrzyć obsługę sklepu, że nikt nie zauważył niszczenia kosmetyków. Na przykładzie polskiego oddziału tej sieciówki taki numer by nie przeszedł, pracownik momentalnie podchodzi do osoby przebywającej w sklepie i chce jej pomagać. Jak nie uda się pomóc to bacznie obserwuję każdy jej ruch aż do momentu opuszczenia przez nią sklepu. Nic kliencie nie kupiłeś, super- zapraszamy ponownie.

Brak Dyscypliny a bezstresowe wychowanie.

Zdarza mi się pojawiać w dużych skupiskach ludzkich, jakimi niewątpliwie są galerie handlowe. Nie pamiętam wyjścia, podczas, którego nie zaobserwowałabym jak rozwydrzone dziecko biega po sklepie niczym po placu zabaw, a opiekun prawny, jakim niewątpliwie jest rodzic nic sobie z tego nie robi i cały ten harmider robi się za jego przyzwoleniem. Czy bezstresowe wychowanie idzie aż tak daleko, że żaden rodzic nie ma odwagi pouczyć swojego dziecka, że tak nie wolno, bo np. twoje bieganie i wydawanie przy tym głośnych okrzyków może a raczej na pewno przeszkadza innym osobom, które najwyraźniej pojawili się w tym miejscu i nie mają ochoty wysłuchiwać hałaśliwego zachowania czyjegoś dziecka. Jak by na to nie patrzeć to rodzić jest tą osobą starszą i mądrzejszą, który poprzez dobry przykład wychowuje dziecko na wartościowego człowieka.

Kiedyś jak widziałam jak dzieciak na dziale spożywczy rozwala pojemnik z jogurtem i wsadza doń palce zwróciłam matce uwagę. W odwecie usłyszałam, "że co mnie to obchodzi". Już od małego widać, że dziecku wszystko wolno i taka matka nie rozumie, że nie wolno niszczyć cudzej własności. Można powiedzieć, że był to tylko mały jogurt, ale przeliczając na setki takich dzieci pojawiających się i niszczących to już robi się pokaźna kwota, którą oczywiście sklep wpisze sobie w straty. Chociaż jak sobie wspomnę sprawę kobiety, która źle zwarzyła pierożki i była przez 4h przesłuchiwana przez panów policjantów, a przed nią jeszcze proces w sądzie za 1,14zł to nie wiem czy tak chętnie towar zniszczony rozliczają w straty.

Można zrozumieć, że dzieci są ciekawe świata i takie palety z cieniami do powiek zostaną pomylone np. z farbkami do malowania, ale czy galerie handlowe z mnóstwem kolorowych przedmiotów są dla małych dzieci placem zabaw, które jeszcze nie rozumieją jak w sposób rozsądny z nich korzystać. Niezrozumiałe jest dla mnie zupełnie stanowisko rodziców, którzy zamiast prowadzić dziecko za rękę, czy zwrócić uwagę, że tak nie wolno zamieniają się w niewidzialne ściany, które nic nie widzą i nic nie słyszą. Bo tak najłatwiej, chyba tylko dla nich samych.

Dlaczego obsługa sklepu nie zwraca uwagi?

To pytanie nasuwa mi się za każdym razem ile widzę biegające po sklepie dziecko, albo płaczące w wózku, a matka w najlepsze przymierza ubrania i nic sobie z tego nie robi. Widocznie dla niej jest to normalna sytuacja, ale czy my wszyscy przebywający w tym samym czasie w sklepie musimy wysłuchiwać darcia jej dziecka. Po trosze rozumiem, te młode panie sprzedawczynie, że nie wiedzą jak się w takiej sytuacji odnaleźć, zapewne nikt ich nie szkoli jak się zachować w takiej sytuacji. Zwrócić uwagę matce, żeby przerwała przegląd ubrań i uciszyła płaczące dziecko, czy też nie. Panie zapewne nie mogą nic zrobić w obawie, przed utratą dobrego imienia sklepu. Przecież nikt nie zaryzykuję bycia nazwanym sklepem nie przyjaznym matkom z dziećmi.

Wychowanie bezstresowe nie polega na tym, żeby pozwalać na wandalizm i niszczyć cudzą własność. Za wyrządzoną szkodę rodzic powinien zapłacić. I to jest wychowywanie rodzica, a jak zapłaci raz, drugi, trzeci i kolejny, to może wiedzę przekaże swojemu dziecku. Można polemizować, że był to tylko tester( produkt nie na sprzedaż), a wartość jego wytworzenia w Chinach kosztowała może 50 dolarów i nic wielkiego się nie stało i nazywanie zniszczeń gramowych fortuną jest wielkim nadużyciem. A jak następnym razem matka nie dopilnuje dziecka w sklepie z porcelaną? Ciekawe czy też nie zapłaci.
A gdyby dziecko na stoisku chemicznym coś zjadło, napiło się czegoś i kaleka do końca życia. Takie przypadki już się zdarzały. Chwila nieuwagi i dzieciak poczęstował się granulkami do udrażniania rur. Ciekawe, kto wtedy będzie odpowiadał za kalectwo dziecka, ból i cierpienie? W tym konkretnym przypadku rodzice mieli pretensje do sklepu, że produkt stał za nisko.

Opiekun dziecka odpowiada.

Art. 427 kc: Kto z mocy ustawy lub umowy jest zobowiązany do nadzoru nad osobą, której z powodu wieku albo stanu psychicznego lub cielesnego winy poczytać nie można, ten obowiązany jest do naprawienia szkody wyrządzonej przez tę osobę, chyba że uczynił zadość obowiązkowi nadzoru albo że szkoda byłaby powstała także przy starannym wykonywaniu nadzoru. Przepis ten stosuje się również do osób wykonywających bez obowiązku ustawowego ani umownego stałą pieczę nad osobą, której z powodu wieku albo stanu psychicznego lub cielesnego winy poczytać nie można.

Za moich czasów świat wyglądał inaczej a i dzieci były grzeczniejsze. Mówiłam sąsiadom "dzień dobry", pamiętam, kiedy po obiedzie nadmiar energii szłam szybko spalić jeżdżąc na rowerze a w zimie na sankach. Kiedy wychodzę z metra umiem trzymać się prawej strony, o czym informują napisy na ścianie(inni wcale się do tego nie stosują), ustępuję miejsca w metrze kobietom w ciąży albo starszym osobom, potrafię chodzić prawą strona chodnika, ( inni maja z tym problem) a jeśli idziemy w kilka osób nie zajmujemy całej szerokości chodnika tylko zostawiamy miejsce dla osób idących z naprzeciwka. Banalne nieprawdaż, czynności z życia codziennego a jak potrafią umilić życie, kiedy tylko wie się jak z nich korzystać. Ci, którzy tego nie potrafią zapewne pochodzą z tzw. bezstresowego wychowania. Co dla mnie jest proste i oczywiste, dla innych stanowi mur nie do przebicia.

Galeria jest dla wszystkich i nie ma powodu, żeby zostawiać dzieci w domu. Nie każdy zapewne ma taki komfort zostawienia dziecka pod opieką dziadków lub niani. Należy odróżnić grzeczne dzieci od bachorów ( dziecko niegrzeczne, rozrabiające) trzeba od dziecka wychowywać i brać za nie odpowiedzialność. To w 100% jest wina rodziców, nie dzieci, że coś zostało zniszczone.

Barbara

2019  © City LIfe Blog