City Life Blog

Wrażenia po sylwestrze.

IMG 20180101 240012723Wrażenia po sylwestrze.
31.12.2017 Sylwester - ostatni dzień roku. Czas na podsumowania, ale wcześniej na zabawę i pożegnanie Starego Roku 2017 a powitanie nowego 2018. Jest godzina 21 wystrzały fajerwerków dobrze już są słyszane z odległych części miasta, a ja pomału zaczynam odliczać czas do wyjścia na "zabawę ". Nazwanie mojego wyjścia na zabawę jest mocno naciągnięte, gdyż jedyny cel, jaki mi przyświecał, żeby o tak późnej porze wyjść z domu, to chęć zrobienia zdjęcia na bloga. Oczywiście tego jedynego o północy na powitanie Nowego Roku.

Żeby zobaczyć, gdzie organizatorzy w tym roku zaplanowali miejski sylwester w ciągu dnia wybrałam się na tak zwane zwiady. W ciągu dnia dojazd był bezproblemowy, gdyż bezpośrednio ode mnie można było dojechać metrem. Niestety od 21-szej stacja metra Ratusz Arsenał była zamknięta. Od samego wyjścia z metra, dochodziły odgłosy muzyki, ponieważ trwały próby wokalistów przed wieczornym występem. Liczna grupa ludzi oplatająca miejsca blisko sceny jak również boczne stanowiska mogła wskazywać iż mogli to już być przybyli goście na wieczór na kilka godzin przed planowanym rozpoczęciem imprezy, jak również tymczasowi oglądacze.

sylwesterWskazówki zegara wskazały 22.30 a więc czas się zbierać. Czas dotarcia na miejsce znacznie dłuższy niż w roku ubiegłym, czyli nie pl. Defilad pod Pałacem Kultury i Nauki tylko pl. Bankowy. Zamykając drzwi mieszkania zauważyłam siedzącego przy kaloryferze pana przypalającego papierosa. W pierwszej chwili pomyślałam, że może to być osoba bezdomna, która chciała się ogrzać, ale kiedy pan zobaczył moją osobę zbliżającą się do windy a zarazem bliżej siebie zaczął się tłumaczyć: "że przyszedł do kolegi na sylwestra i nie wolno mu palić w mieszkaniu". Ale na klatce przy windzie już tak.
Za jakieś 5 minut od opuszczenia mieszkania znalazłam się w metrze. Przed godziną 23 ludzi w metrze nie brakowało, chciałoby się rzec ruch był jak na dworcu. Podjechał mój pociąg, wsiadam, a tam impreza na całego. Nie na taką imprezę się pisałam. Młodzi ludzie około 20-stki siedzący na siedzeniach polewali sobie alkohol i popijali colą. Niby jest sylwester jest zabawa, ale chyba są jakieś granice. Bo wagon metra do takich imprez na pewno nie powinien być wykorzystywany. To właśnie jest kolejny przykład na to, jak rozpasania jest współczesna młodzież, która zupełnie nie rozróżnia, co i gdzie wypada robić, byle by się bawić na całego. Albo patrzysz na nasze wybryki, nie mylić z pojęciem bawisz się z nami, albo możesz opuścić ten wagon. Na moje szczęście czas, jaki poświeciłam na dotarcie do centrum to 5 minut i tyle dało się wytrzymać w tak nie komfortowym towarzystwie. Do miejsca przeznaczenia brakowało mi jeszcze parę minut i to miała być pierwsza przesiadka. Później wyjście z metra w kierunku ul. Marszałkowskiej postanie wśród grupy ludzi na skasowanym przystanku tramwajowym (sprawdzałam wcześniej komunikacja miejska miała kursować). Było już po godzinie 23-ciej to informacja dla mnie, że muszę się spieszyć, więc czem prędzej do metra i przejazd jednej stacji metra.
Jeszcze kawałek na piechotę za tłumem ludzi i będę na miejscu. Mijamy jedno skrzyżowanie, a następnie idziemy całą szerokością ulicy, bo ruch uliczny na tym odcinku został zamknięty i docieramy na tyły zagrodzonej bramkami sceny. Dla mnie osoby, która chciała mieć zrobione pamiątkowe zdjęcie od przodu sceny a nie z tyłu nie była to komfortowa sytuacja. Nie pozostało mi nic innego jak tylko "wrzucić wsteczny" i zacząć proces wycofywania się z otaczającego mnie zewsząd tłumu ludzi. Przyznaję nie tak łatwo zrobić krok w tył gdzie zorganizowane grupy ludzi trzymają się za ręce a inni trzymają w dłoni butelki szampana. Mogłam zwątpić i zostać na tej tylnej ścianie opleciona zewsząd ludźmi, ale jak zawsze zwyciężyła wiara w siebie i upór w dążeniu do celu a w tym przypadku "zaatakowanie "sceny od frontu. Droga w przeciwną stronę trochę trwała i do łatwych nie należała, ale się udało, może, dlatego, że takich osób jak ja, którzy trafili w ślepą uliczkę było kilkanaście. I to jest przykład na to jak należy dokładnie rozpoznać teren za dnia, żeby po nocy nie błądzić.
23.30 a ja jeszcze nie jestem w miejscu, w którym chciałabym się znaleźć. Czas biegnie nie ubłaganie uczucie stresu przeplata się z uczuciem zwątpienia w sens podejmowania kolejnych prób, ale jak już tu się jest to trzeba walczyć do końca. Znów idę za grupą ludzi, która wyznacza drogę między blokami, dużym łukiem częściowo chodnikiem niekiedy zahaczając o ulicę. Co jakiś czas zerkam na zegarek i to nieodparte uczucie, że ta droga nie ma końca, a czas nie chce się zatrzymać. Przy kolejnym zakręcie jak światełko w tunelu objawiło się moim oczom morze ludzi, stojące przodem do sceny, a bokiem do mnie. Jeszcze parę kroków po ulicy zaśmieconej różnymi odpadkami jak również szkłami potłuczonych butelek. Wbiłam się w grupy bawiącej się młodzieży trzymającej w garści butelki szampana. Sunąc jak wąż do przodu, bo ciągle byłam kilkanaście metrów od sceny "zawisłam" na bramce, a tu kontrola. Pozytywne przejście przez przemyślane przez organizatorów zabezpieczenia umożliwiło mi wejście na plac ze sceną. Jeszcze trochę się kręcę szukam dla siebie jak najkorzystniejszego miejsca, żeby udało się zrobić, chociaż jedno zdjęcie. Zawsze można powiedzieć, trzeba było przyjść kilka godzin wcześniej a ja na to nie da się, bo i tak zawsze może stanąć przede mną ktoś wysoki, kto zasłoni całą widoczność, albo zacznie bawić się na całego i wymachiwać mi włosami i rekami przed obiektywem. W takich chwilach zawsze wzdycham, dlaczego nie mam 180 cm wzrostu. Żeby nie było, że jestem malkontentką i wszystko mi przeszkadza i nie potrafię sobie znaleźć miejsca w tłumie ludzi na imprezie publicznej podkreślę, iż moim celem jedynym, jaki mi przyświecał, była chęć zrobienia zdjęć z części powitalnej Nowego Roku. Zapewne, gdyby chodziło mi tylko i wyłącznie o zabawę to było by mi obojętne, jakie mam miejsce i gdzie stoję; na placu, czy poza nim z butelką napoju wyskokowego w dłoni.
Na zegarze godzina 23.50 - rozpoczęło się składanie życzeń przez prowadzących imprezę. Wśród składających życzenia nie mogło zabraknąć Pani Gronkiewicz-Waltz prezydent Warszawy (albo i mogło, bo w ubiegłym roku pani prezydent Warszawy nie było, było zastępstwo), która o dziwo, nie została przywitana gromkimi brawami, tylko grobową ciszą z lekką nutą świszczących gwizdów. Po życzeniach nastąpiło odliczanie, wybiła północ, wystrzały fajerwerków rozświeciły niebo i tym sposobem weszliśmy w Nowy Rok 2018.
Barbara

 

2019  © City LIfe Blog